Ewo, oczywiscie jak tylko dotrę do domu, pewnie ok 19, napisze Ci moje wyniki. To juz 9 miesiąc po stracie córeczki. Nie mam ziemskich dzieci. To wszystko jest strasznie trudne, tez zadawalam pytania bez odpowiedzi (nadal w sumie to robie). Jedna wielka trauma. Ja od poczatku czulam, ze cos jest nie tak. To niesamowite. Lekarze, ze jest ok, a ja im zwracałam uwage, ze dziecko za male na wiek ciazy, ze dziwnie ulozone, ze pepowina duwnaczyniowa wystepuje przy wadach. Maz krzyczal, ze jestem przewrazliwona. Pamietam jak po USG genetycznym, podczas ktorego uslyszalam, że "dziecko najprawdopodobniej jest zdrowe" powiedzialam do meza, poczekajmy na wyniki krwi. I przyszło uderzenie..dopiero wtedy lekarze zaczeli zauwazac wady....staraj sie byc dobrej mysli i wierzyc...ja powiem szczerze nie bylam...wiem, ze powinnam wtedy wierzyc, ale ja wiedzialam....zaczynam myslec o kolejnej ciazy, ale jak juz pisalam diagnozujemy meza brata pod katem wad genentycznych bo to bardzo uposledzony chlopak.......a gdyby zyla moja coreczka byloby w tak bliskiej rodzinie dwoje bardzo chorych...nie wierze w przypadek i czekam na wyniki. jestem z Toba myslami