Dowiedziałam się, że mam MRKH kilka lat temu. Zabolało. Miałam 19 lat, marzyłam o kochającym mężu i gromadce dzieci. A tu niespodzianka. Lekarz, który mnie zdiagnozował powiedział: "ludzie mają większe problemy". Rozumiem go. Wieloletnia praktyka, różne doświadczenia i różne przypadki sprawiają, że troche inaczej patrzy się na świat. Dla mnie to jednak była katastrofa. Dlaczego ja? Do dziś nie znam odpowiedzi. Jestem tą jedną na 5000. Czy o jest wyróżnienie? To był trudny
okres w moim życiu: matura, wybór kierunku studiów i jeszcze to. Przestałam czuć się wtedy kobietą. Nigdy nie byłam zbyt pewna siebie, ale od tamtego dnia czuje się jak manekin. Można mnie ubrać, uczesać, umalować, ale w środku jestem pusta. Długo trwało zanim mogłam znieść widok ciężarnej kobiety lub matki z małym dzieckiem. Poradziłam sobie. Raczej sama, bo brak mi oparcia w rodzinie. Poza rodzicami i siostrą nikt nie wie. Mama jak zwykle nic nie mówi. Ojciec czeka na cud, jak by Bóg miał mi w cudowny sposób dać to czego od niego wcześniej nie dostałam. Dopiero dziś trafiłam na tę stronę. Przeczytałam komentarze i pierwszy raz poczułam, że nie jestem sama. Wiem od lekarza o możliwości operacji, ale się waham. Z każdym rokiem jest coraz trudniej. Podobno najlepiej przeprowadzić zabieg u kobiety, która chce rozpocząć współżycie. Ja przez moją "zaletę" odrzucam wszystkich zainteresowanych facetów, a do tych, którzy mnie interesują nawet nie startuję, bo nie mam im wiele do zaoferowania. Może jednak spróbuję? Pozdrawiam wszystkie towarzyszki zjednoczenia mrkh
[ ta wiadomość była poprawiana przez: ciasteczko dnia: 11-06-2006 18:35 ]
Głosowałaś/eś już na tę wypowiedź